- Panie prezesie gratuluje pierwszego miejsca piłkarzy na półmetku czwartej ligi.
- Ten sukces to zasługa przede wszystkich zawodników i trenera Adama Fedoruka. Po jego przyjściu do klubu w piłkarzy wstąpił nowych duch. Dużą rolę w naszych wynikach odegrał ogromny bagaż doświadczenia Fedoruka z klubów pierwszoligowych i zagranicznych. Mówiąc o sukcesie zespołu trzeba wspomnieć również o tych, dzięki którym funkcjonujemy, bo przecież oprócz strony czysto sportowej potrzebna jest ta proza, czyli środki finansowe.
- Skąd pochodzą pieniądze na działanie sekcji?
- Jedna część to jest to, co otrzymujemy od miasta, druga to ta, którą wspierają nas sponsorzy i darczyńcy, a trzecia, coraz bardziej znacząca, to wpływy ze sprzedaży biletów. Jeśli chodzi o miasto to nie kryję, że środki są nie takie, jakie byśmy oczekiwali, ale nie możemy mieć do władz samorządowych pretensji. Zdradzę, że środki z miasta nie wystarczają w połowie na pokrycie kosztów organizacji ligowych spotkań. Stabilizatorem naszej sytuacji finansowej jest prezes sekcji piłki nożnej Leszek Wójcik i grono jego kolegów z branży (Leszek Wójcik jest szefem firmy stolarskiej – red.).
- Ile potrzeba pieniędzy na utrzymanie drużyny?
- Miesięcznie około 10 tysięcy złotych. Czy to jest dużo czy mało? Gdyby sytuacja wyglądałaby tak jak np. w Kętrzynie czy Lidzbarku, gdzie jest kilka zakładów, które płacą po kilkaset złotych miesięcznie, to ze zebraniem takiej kwoty nie było problemów.
- Kętrzyn i Lidzbark nie są chyba miastami o większym potencjale niż Elbląg?
- Dużo zawdzięczamy meczom pucharowym z GKS Bełchatów i Stomilem Olsztyn. Te spotkania sprawiły również, że nie mamy długów z bieżącej działalności. Takie mecze są potrzebne, ale z drugiej strony młodzi piłkarze nie zawsze mogą wytrzymać takiego obciążenia.
- A ile wynoszą wpływy z biletów?
- W tej rundzie zarobiliśmy tylko na jednym meczu. To było spotkanie z Granicą, na którą przyszło około 500 kibiców. To wystarczyło, aby uzyskać większe wpływy niż koszty organizacji meczu. Gdyby tylu kibiców przychodziło na każde spotkanie, to nasza sytuacja wyglądałaby o wiele lepiej. Chociaż czasami zdarzają się takie sytuacje, że człowiek zastanawia się, czy to byłoby dobre. Chodzi mi o zachowanie części widzów podczas spotkań w Iławie, Braniewie i w ostatnim meczu w Elblągu. Kiedy człowiek patrzy na pseudokibiców zakłócających spokój na stadionie to przychodzi do głowy refleksja, czy nasza praca ma sens. Wysiłek masy ludzi może zostać zniszczony przez nieodpowiednie zachowanie.
- Poprzedni zarząd klubu planował przekształcenie sekcji piłki nożnej w Sportową Spółkę Akcyjną. Jak wygląda dzisiaj ta sprawa?
- Sportowa Spółka Akcyjna funkcjonuje w oparciu o Kodeks Handlowy, a zatem musi być samowystarczalna. Trzeba więc zbilansować koszty, to jest łatwo, oraz dochody, a z tym jest już trudniej. Jakie możemy mieć dochody? Wpływy z biletów, transferów i organizacji imprez. Dzisiaj na pewno nie wystarczające na utrzymanie. W ocenie zarządu Sportowa Spółka Akcyjna nie ma w Elblągu racji bytu. To nie jest ten poziom.
- Czy piłkarze Polonii Olimpii awansują do III ligi?
- Sportowo stać na to naszych piłkarzy, tylko pytanie, czy organizacyjnie też nas stać. Ale jest wielka wola walki o trzecią ligę. Tu chcę podkreślić, że propozycja walki o awans wyszła ze strony piłkarzy, którzy po kilku pierwszych spotkaniach na spotkaniu powiedzieli, że interesuje ich tylko awans.
- Co się zmieniło w klubie odkąd został pan w marcu prezesem?
- To co się zmieniło przez te kilka miesięcy w klubie może być niewidoczne z zewnątrz. Na przykład zmieniliśmy zasady współpracy zarządów poszczególnych sekcji z zarządem klubu. Zainteresowanie ze strony zarządu klubu poszczególnymi sekcjami jest zróżnicowane od kondycji czy możliwości ich funkcjonowania.
- A co się dzieje z zadłużeniem klubu, które na koniec 2000 r wynosiło około 3 milionów złotych?
- Nie rośnie, ale i nie maleje. Przyjęliśmy taką zasadę, że nie możemy więcej wydać niż mamy. Zadłużenie jest zbyt duże, aby udało się je zlikwidować w obecnej sytuacji.
Autor artykułu: Arkadiusz Kolpert