Chętnie pisała wypracowania, ale nigdy nie marzyła o tym, by zostać pisarką. Dopiero kiedy w jej życiu pojawił się maleńki Sebastian, sięgnęła po pióro. Zaczęła zapisywać opowiadane synkowi bajki.
Violetta Piasecka pisze najczęściej wtedy, gdy jest smutna lub kiedy przeżywa chwile radości. Razem ze swoimi bohaterami przenosi się do cudowniejszego świata. Współautorem wielu bajek jest jej syn Sebastian.
Violetta twierdzi, że miłość do literatury zaszczepiła w niej Teresa Gałązka, polonistka ze Szkoły Podstawowej nr 14 w Elblągu, za co jest jej wdzięczna do dzisiaj.
- Z językiem polskim nigdy nie miałam problemów – wspomina bajkopisarka. – Lubiłam pisać wypracowania. Poza tym prowadziłam szkolne kroniki.
Elblążanka doskonale radziła sobie również w konkursach krasomówczych w Golubiu-Dobrzyniu. Będąc w Liceum Ekonomicznym, odkryła w sobie jeszcze inny talent – umiejętność aranżowania wnętrz. Przez cztery lata nauki nie było chyba szkolnej imprezy, na którą by nie przygotowywała wystroju auli.
Swoje pisarskie szlify Violetta Piasecka zdobywała m. in. jako korespondentka Dziennika Bałtyckiego. Dziennikarstwo nie dawało jej jednak pełnej satysfakcji. Szukała czegoś innego.
- Inspiracją do pisania bajek stał się dla mnie mój syn Sebastian – wyznaje. – Szybko odkryłam, że bajkopisarstwo może się stać moją życiową pasją.
Zaczęło się od opowiadania wymyślanych na poczekaniu bajek. Potem były pierwsze próby pisane. Wiele z nich wysyłała do czasopism dla dzieci.
- Opublikowanie bajki nie było wcale takie łatwe – opowiada pisarka. – Wydawnictwa nie chciały przyjmować tekstów pisanych odręcznie, a ja nie miałam w domu komputera! Skoro świt przychodziłam do pracy i przepisywałam bajki.
Przez jakiś czas w czasopismach dla dzieci ukazywały się pojedyncze utwory pani Violetty. Dopiero dwa lata temu autorka doczekała się własnej książki.
Książkę pod takim właśnie tytułem wydało elbląskie Wydawnictwo Quo Vadis. Znalazły się w niej m. in. takie bajki, jak: ,Rakowe opowieści”, ,Gołąbek”, ,Ogródeczek Martusi”, ,Małe misie” i inne.
- Rzadko nadaję swoim bajkom tytuły – wyznaje autorka. – W tej kwestii zostawiam wydawcom wolną rękę, bo wiem, że tytuł, to jeden z elementów marketingu, od którego zależy sprzedaż.
Pani Violetta ma już na swoim koncie około 40 napisanych bajek i jedną małą powieść dla dzieci. Jesienią kilka jej bajek i wspomniana już powieść ukażą się nakładem krakowskiego Wydawnictwa Skrzat. Kolejne książki z jej utworami przygotowują elbląskie wydawnictwa – Quo Vadis i Uran.
- Kiedyś Sebastian nie zasnął, zanim nie opowiedziałam mu bajki – wspomina pani Violetta. – Sam podpowiadał mi początek jakiejś opowieści lub jej zakończenie. Miał doskonałą pamięć. Gdy po raz drugi opowiadałam mu daną bajkę i zapomniałam o jakimś fakcie, natychmiast to wyłapywał.
Dzisiaj Sebastian, z którego mama jest bardzo dumna, sam potrafi już czytać. Jako pierwszoklasista został nawet honorowym czytelnikiem szkolnej biblioteki.
- Niemal wszystkie moje bajki oparte są na faktach – mówi bajkopisarka. – Zdarzenia z własnego życia ubieram w słowa i przenoszę w inny, baśniowy wymiar. Kiedy piszę, zapominam o codziennych problemach. Razem z moimi bohaterami przenoszę się do świata baśni. Piszę głównie nocą.
- Pierwszym czytelnikiem moich bajek najczęściej jest moja mama – wyznaje. – Zdarzało się, że budziłam ją późną nocą i kazałam czytać najnowszą bajkę. Teraz już tego nie robię, czekam aż sama się obudzi.
Bajkopisarka lubi spotkania z dziećmi. Kiedy gości w przedszkolu czy szkole, chętnie im czyta i opowiada.
Starsi czytelnicy twierdzą, że w utworach pani Violetty jest coś z Andersena. Sama autorka przyznaje, że jest to jej ulubiony pisarz. Nawet pracę magisterską pisała na temat baśniowego świata Hansa Christiana Andersena.
Natura humanistki nie przeszkadza pisarce w pracy zawodowej. W Centrum Techniki Drozd prowadzi księgowość, negocjuje z klientami.
- Wcześniej chodziłam z głową w chmurach – opowiada pisarka. – Dzięki tej pracy, kontaktom z ludźmi i wyjazdom na rozmaite targi, teraz już twardo stąpam po ziemi.
Adam Nowosad, właściciel Drozda, jest dumny, że ma w firmie bajkopisarkę. Uruchomił nawet specjalny kącik, w którym sprzedawane są jej bajki. Nie przeszkadza mu to, że w godzinach pracy pani Violetta wpisuje czytelnikom dedykacje.
Autor artykułu: Jarosław Grabarczyk