Archive for May, 2001

Elbląg. Zaręczyny w chmurach

Wednesday, May 30th, 2001

Robert Filipowicz z Elbląga wynajął wczoraj samolot i podczas lotu oświadczył się swojej dziewczynie. To pierwszy taki przypadek w historii Elbląskiego Aeroklubu.

Wczoraj pod dom 23-letniej Edyty Mocickiej przyjechała taksówka, która zabrała ją na lotnisko Aeroklubu Elbląskiego.

– O co chodzi? – pytała zdezorientowana dziewczyna już na lotnisku. Tu z bukietem róż, czekał na nią narzeczony, 25-letni Robert Filipowicz.

Chwilę później oboje byli już w powietrzu. Narzeczonych wywiózł w chmury pilot Witold Schmill. Na pokładzie samolotu Morane 893 podczas lotu nad Elblągiem, Robert oświadczył się Edycie. A ona zgodziła się zostać jego żoną.

Nigdy wcześniej żadne z nich nie leciało samolotem. Edyta była pod wrażeniem romantycznych oświadczyn.

- Jesteśmy razem od 6 lat. Spodziewałam się tego wydarzenia, bo wybierałam pierścionek zaręczynowy – przyznała tuż po lądowaniu. – Nie miałam jednak pojęcia, że to nastąpi właśnie dziś i to w chmurach.

Narzeczeni nie planują wesela w najbliższym czasie.

- Gdy będziemy chcieli wziąć ślub, wymyślę coś równie szalonego i znowu zaskoczę Edytę – zdradził nam Robert.

Wczorajsze oświadczyny w powietrzu to pierwsze takie wydarzenie w historii Elbląskiego Aeroklubu. Do tej pory na pokładzie samolotów odbywały sie śluby par związanych z lataniem, np. spadochroniarzy.

- Ten młody mężczyzna chciał oświadczyć się w powietrzu – mówi Ryszard Sulik z aeroklubu. – Zadzwonił do nas, zapytał czy to jest możliwe, a my mu w tym pomogliśmy.

Autor artykułu: Ingrid Hintz

Elbląg. Zakupy na krechę

Wednesday, May 30th, 2001

Jeszcze przed kilkoma laty zeszyty w małych osiedlowych sklepikach pęczniały od nazwisk klientów, kupujących na tzw. kreskę. Dzisiaj jest to już zanikające zjawisko.

Nie dlatego, że portfele elblążan stały się zasobniejsze. Wręcz przeciwnie. Zbiednieli również sklepikarze. Już ich nie stać na ryzyko związane z kredytowaniem często niewypłacalnych klientów.

- Daj ,na kreskę” to stracisz klienta – przewrotnie radzi Danuta Preuss, właścicielka niewielkiego osiedlowego sklepiku w centrum miasta.

O prawdziwości owego powiedzenia sama się przekonała. Kilka osób z sąsiedztwa jest jej winnych pieniądze. Teraz szerokim łukiem omijają sklep. Poniosła więc stratę podwójną: straciła nadzieję na odzyskanie długu i – co gorsze – straciła klientów.

Podobne doświadczenia ma Zdzisław Adamiak z małego sklepu, usytuowanego na parterze budynku mieszkalnego. Zakupy można w nim robić dosłownie w kapciach.

- Jeden z byłych klientów jest nam winny zaledwie 15 zł. Często go z żoną widujemy, jak przemyka drugą stroną ulicy. Myślę, że się po prostu wstydzi, że na czas nie oddał pieniędzy – przypuszcza sklepikarz.

Danuta Preuss nie prowadzi już zeszytu. Ale zdarza się, że stałemu klientowi odracza zapłatę, gdy widzi, że ten naprawdę nie ma za co kupić chleba czy mleka.

- Ale tym ludziom ufam – mówi Danuta Preuss. – Zawsze w ciągu kilku dni oddają pieniądze.
Zdzisław Adamiak wciąż sprzedaje ,na zeszyt”, chociaż nazwisk w nim jest już niewiele.

- Jeszcze przed czterema laty ten zeszyt był dokładnie zapełniony nazwiskami – wspomina sklepikarz. – Często z jednej klatki po trzy rodziny w nim figurowały.

Teraz pozostały tylko nazwiska starszych ludzi, żyjących z głodowych rent i emerytur.

- Na leki im nie wystarcza pieniędzy, ale chleb muszą kupić – mówi Zdzisław Adamiak. – Około połowy miesiąca zawsze oddają długi, ale prawie od razu znowu proszą o zakup ,na kreskę”.

- Jak klient nie ma pieniędzy, to i ja nie mam pieniędzy – filozoficznie stwierdza Zdzisław Adamiak.

Dzisiaj go po prostu nie stać na czekanie na zapłatę. To wynika z prostych wyliczeń. Rachunek klienta, kupującego na kredyt, często w ciągu miesiąca urastał do 100 zł. Owa suma pomnożona przez kilkanaście osób dawała kwotę, za którą można byłoby kupić towar, przynoszący zysk.

- Nie stać już nas na kredytowanie klientów – mówi wprost Danuta Preuss.

Zdzisław Adamiak, który jeszcze nie tak dawno po towar jeździł dwa, a nawet trzy razy w tygodniu, obecnie czyni to tylko raz w tygodniu. Klienci ograniczają zakupy do najniezbędniejszych produktów. Obrót zmniejsza się z miesiąca na miesiąc.

- Pocieszające jest tylko to, że na pewno nie stracimy naszych stałych klientów, dla których zakupy w przydomowych sklepikach są często pretekstem do porozmawiania o codziennych bolączkach – pociesza się Zdzisław Adamiak.

Autor artykułu:
Grażyna Gosk

Dzisiaj EB Start zagra z Sośnicą Gliwice

Wednesday, May 30th, 2001

Wicemistrz Polski Sośnica Gliwice będzie dzisiaj przeciwnikiem piłkarek ręcznych EB Startu w ćwierćfinale Pucharu Polski. Udany występ w Pucharze Polski to dla zawodniczek EB Startu Elbląg ostatnia szansa, po zajęciu szóstego miejsca w lidze, na występy w przyszłym sezonie w europejskich pucharach.

EB Start nie może dzisiaj przegrać z jeszcze jednego powodu: Związek Piłki Ręcznej w Polsce powierzył elbląskiemu klubowi, nie znając zwycięzców ćwierćfinału, organizację finałowego turnieju.

– To będzie jeden z czynników mobilizacyjnych. Byłoby niezręcznie, gdybyśmy mając powierzoną organizację finału odpadły z pucharu – przyznaje kapitan elbląskiej drużyny Hanna Szuszkiewicz.

W EB Starcie chęć gry deklarują, oprócz Anny Pałgan, wszystkie zawodniczki. Nie w pełni sił są jednak po przebytych niedawno kontuzjach Katarzyna Szklarczuk, Hanna Szuszkiewicz i Aleksandra Kańduła.

Ostatnia elbląska konfrontacja EB Startu z Sośnicą zakończyła się nieoczekiwanym zwycięstwem gliwiczanek i to aż 37:28. Podopieczne trenera Jerzego Ringwelskiego przegrały po kiepskim meczu, w którym popełniły ok. 40 błędów technicznych, a do tego fatalnie rzucały. M.in. dzięki temu zwycięstwu Sośnica mogła się cieszyć z srebrnych medali mistrzostw Polski.

– Chcemy wygrać i wymazać w pamięci kibiców tamten mecz – deklaruje Szuszkiewicz. – W drugiej rundzie pokazałyśmy, że w naszej hali możemy wygrać z każdą drużyną poza Monteksem. Jednak musimy pamiętać, że Sośnica jakby nie było jest wicemistrzem Polski.

Ostatni raz piłkarki ręczne EB Startu zdobyły Puchar Polski w 1999 roku. Rok później przygoda z pucharem skończyła się bardzo szybko po nieoczkiwanej porażce z Łącznościowcem Szczecin już w 1/8 finału.

Teraz w klubie liczą na przynajmniej awans do turnieju finałowego, co przy dobrym układzie zapewni EB Startowi możliwość reprezentowania Polski w Pucharze Zdobywców Pucharów. Mecz z Sośnicą Gliwice rozpocznie się o godz. 18 w hali MOS przy ul. Kościuszki.

O awans do turnieju finałowego będą jeszcze walczyć następujące pary AZS AWF Nata Gdańsk – Montex Lublin, Zgoda Ruda Śląska – Piotrkowia Piotrków Trybunalski, Jarosłavia Jarosław – Zagłębie Lubin.

Autor artykułu: akt, am

Elbląg. Siedmiu nowych kapłanów

Monday, May 28th, 2001

Siedmiu diakonów Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Elbląskiej zostało wyświęconych na kapłanów. Uroczystość odbyła się w sobotę w katedrze św. Mikołaja. Sakramentu kapłaństwa udzielił biskup elbląski Andrzej Śliwiński.

Do przyjęcia święceń kapłańskich diakoni przygotowywali się przez 6 lat. W najważniejszej w ich życiu uroczystości wzięło udział kilkudziesięciu księży z całej diecezji. Przyjechały rodziny i znajomi młodych kapłanów, nie zabrakło również wiernych.

Wyświęceni księża są pierwszym pokoleniem kapłanów trzeciego tysiąclecia. Jak powiedział biskup Śliwiński, powinni pamiętać o tym, że w tych trudnych czasach mają być pociechą i ostoją dla ludzi zagubionych.

Autor artykułu: Jago

Elbląg. Świętowali żacy

Monday, May 28th, 2001

Przez cztery dni symboliczną władzę w mieście sprawowali studenci. Podczas tegorocznych Juwenaliów tradycyjnie już bawili się żacy z Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej i Wydziału Zamiejscowego Wyższej Szkoły Zarządzania i Przedsiębiorczości im. Bogdana Jańskiego.

W programie studenckiego święta dominowały rozgrywki sportowe. Uroczyste otwarcie Juwenaliów miało miejsce dopiero w piątek, w przedostatnim dniu imprezy. Na plac Jagiellończyka barwny korowód studentów przemaszerował z Bulwaru Zygmunta Augusta, gdzie wcześniej odbyły się regaty i wyścig łódek. Juwenalia zakończył sobotni Rodzinny Piknik Akademicki w Jeleniej Dolinie.

Autor artykułu: Jago

Elbląg. Mieszkańcy Malucha czekają

Monday, May 28th, 2001

Nie ma szans, aby w tym roku rodzina Turzyńskich otrzymała lokal socjalny.
Przypomnijmy: państwo Turzyńscy zostali wyeksmitowani z mieszkania, gdyż za nie nie płacili. Ich zaległości wynoszą łącznie ponad 17 tys. złotych. Od ponad dwóch lat Turzyńscy tułają się po okolicach Elbląga kupionym za 200 zł Maluchem, szukając gościny u dobrych ludzi. Czasami nocują u rodziny, czasami w samochodzie.

- W tym roku państwo Turzyńscy nie mają szans na otrzymanie lokalu socjalnego – mówi naczelnik Wydziału Mieszkaniowego Urzędu Miejskiego w Elblągu Bożena Malz. – W pierwszej kolejności lokale przyznajemy osobom, które nigdy nie posiadały mieszkania.

Na socjalne mieszkanie czeka w Elblągu ponad 500 osób. Do rozdania na przyszły rok jest 20 mieszkań. O tym komu przypadną, zdecyduje siedmiosobowa komisja, która zbierze się pod koniec roku.

- To co my mamy zrobić – martwią się Turzyńscy. – Córeczka się rozchorowała, nie powinna przebywać na dworze, a my nie mamy gdzie się podziać.

Autor artykułu: akt

Elbląg. Kierowcy z kwaśną miną

Saturday, May 26th, 2001

24 cytryny od dzieci za nieprawidłową jazdę otrzymali elbląscy kierowcy.
Dzieci wręczały także jabłka – dostawali je kierowcy prawidłowo i bezpiecznie poruszający się po drogach.

Wczoraj zakończyła się wspólna akcja policji i towarzystwa ubezpieczeniowego. Przez dwa dni elbląscy policjanci przy udziale dzieci ze szkół podstawowych skontrolowali 51 kierowców. Rekordzista jechał ulicą Nowowiejską, przy której znajduje się szkoła, z prędkością 98 km/h.

- Kierowcy z kwaśnymi minami zgodnie podkreślali, że cytrynka wręczona przez dziecko, jest dla nich bardziej dotkliwe niż mandat – mówi aspirant Alina Zając z elbląskiej policji.

Oprócz wręczania cytryn policjanci wypisali kierowcom trzy mandaty.
Akcja odbyła się już po raz trzeci.

Autor artykułu: krzyn

Elbląg. W zaczarowanym świecie bajek

Saturday, May 26th, 2001

Chętnie pisała wypracowania, ale nigdy nie marzyła o tym, by zostać pisarką. Dopiero kiedy w jej życiu pojawił się maleńki Sebastian, sięgnęła po pióro. Zaczęła zapisywać opowiadane synkowi bajki.

Violetta Piasecka pisze najczęściej wtedy, gdy jest smutna lub kiedy przeżywa chwile radości. Razem ze swoimi bohaterami przenosi się do cudowniejszego świata. Współautorem wielu bajek jest jej syn Sebastian.
Violetta twierdzi, że miłość do literatury zaszczepiła w niej Teresa Gałązka, polonistka ze Szkoły Podstawowej nr 14 w Elblągu, za co jest jej wdzięczna do dzisiaj.

- Z językiem polskim nigdy nie miałam problemów – wspomina bajkopisarka. – Lubiłam pisać wypracowania. Poza tym prowadziłam szkolne kroniki.

Elblążanka doskonale radziła sobie również w konkursach krasomówczych w Golubiu-Dobrzyniu. Będąc w Liceum Ekonomicznym, odkryła w sobie jeszcze inny talent – umiejętność aranżowania wnętrz. Przez cztery lata nauki nie było chyba szkolnej imprezy, na którą by nie przygotowywała wystroju auli.

Swoje pisarskie szlify Violetta Piasecka zdobywała m. in. jako korespondentka Dziennika Bałtyckiego. Dziennikarstwo nie dawało jej jednak pełnej satysfakcji. Szukała czegoś innego.

- Inspiracją do pisania bajek stał się dla mnie mój syn Sebastian – wyznaje. – Szybko odkryłam, że bajkopisarstwo może się stać moją życiową pasją.

Zaczęło się od opowiadania wymyślanych na poczekaniu bajek. Potem były pierwsze próby pisane. Wiele z nich wysyłała do czasopism dla dzieci.

- Opublikowanie bajki nie było wcale takie łatwe – opowiada pisarka. – Wydawnictwa nie chciały przyjmować tekstów pisanych odręcznie, a ja nie miałam w domu komputera! Skoro świt przychodziłam do pracy i przepisywałam bajki.

Przez jakiś czas w czasopismach dla dzieci ukazywały się pojedyncze utwory pani Violetty. Dopiero dwa lata temu autorka doczekała się własnej książki.

Książkę pod takim właśnie tytułem wydało elbląskie Wydawnictwo Quo Vadis. Znalazły się w niej m. in. takie bajki, jak: ,Rakowe opowieści”, ,Gołąbek”, ,Ogródeczek Martusi”, ,Małe misie” i inne.

- Rzadko nadaję swoim bajkom tytuły – wyznaje autorka. – W tej kwestii zostawiam wydawcom wolną rękę, bo wiem, że tytuł, to jeden z elementów marketingu, od którego zależy sprzedaż.

Pani Violetta ma już na swoim koncie około 40 napisanych bajek i jedną małą powieść dla dzieci. Jesienią kilka jej bajek i wspomniana już powieść ukażą się nakładem krakowskiego Wydawnictwa Skrzat. Kolejne książki z jej utworami przygotowują elbląskie wydawnictwa – Quo Vadis i Uran.

- Kiedyś Sebastian nie zasnął, zanim nie opowiedziałam mu bajki – wspomina pani Violetta. – Sam podpowiadał mi początek jakiejś opowieści lub jej zakończenie. Miał doskonałą pamięć. Gdy po raz drugi opowiadałam mu daną bajkę i zapomniałam o jakimś fakcie, natychmiast to wyłapywał.

Dzisiaj Sebastian, z którego mama jest bardzo dumna, sam potrafi już czytać. Jako pierwszoklasista został nawet honorowym czytelnikiem szkolnej biblioteki.

- Niemal wszystkie moje bajki oparte są na faktach – mówi bajkopisarka. – Zdarzenia z własnego życia ubieram w słowa i przenoszę w inny, baśniowy wymiar. Kiedy piszę, zapominam o codziennych problemach. Razem z moimi bohaterami przenoszę się do świata baśni. Piszę głównie nocą.

- Pierwszym czytelnikiem moich bajek najczęściej jest moja mama – wyznaje. – Zdarzało się, że budziłam ją późną nocą i kazałam czytać najnowszą bajkę. Teraz już tego nie robię, czekam aż sama się obudzi.
Bajkopisarka lubi spotkania z dziećmi. Kiedy gości w przedszkolu czy szkole, chętnie im czyta i opowiada.

Starsi czytelnicy twierdzą, że w utworach pani Violetty jest coś z Andersena. Sama autorka przyznaje, że jest to jej ulubiony pisarz. Nawet pracę magisterską pisała na temat baśniowego świata Hansa Christiana Andersena.

Natura humanistki nie przeszkadza pisarce w pracy zawodowej. W Centrum Techniki Drozd prowadzi księgowość, negocjuje z klientami.

- Wcześniej chodziłam z głową w chmurach – opowiada pisarka. – Dzięki tej pracy, kontaktom z ludźmi i wyjazdom na rozmaite targi, teraz już twardo stąpam po ziemi.

Adam Nowosad, właściciel Drozda, jest dumny, że ma w firmie bajkopisarkę. Uruchomił nawet specjalny kącik, w którym sprzedawane są jej bajki. Nie przeszkadza mu to, że w godzinach pracy pani Violetta wpisuje czytelnikom dedykacje.

Autor artykułu: Jarosław Grabarczyk

Elbląg. Pisali wiersze o sobie

Saturday, May 26th, 2001

Uczniowie dwudziestu szkół nadesłali ponad dziewięćdziesiąt wierszy na powiatowy etap V Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego. Nadesłane wiersze dotyczyły tematu ,Ja i moje hobby”. Uczniowie pisali o miłości do zwierząt, przedmiotach wywołujących miłe wspomnienia, a także o serfowaniu po Internecie.

- Były również wiersze, w których autorzy pisali o pustce, samotności, braku przyjaźni czy miłości oraz o poczuciu wyobcowania – powiedziała Krystyna Konarczak, szefowa elbląskiego oddziału Towarzystwa Przyjaciół Dzieci. – Widać, że temat ,Moje hobby” była szeroko i różnorodnie rozumiany.

Uczestnikom konkursu przyznano jedenaście równorzędnych nagród oraz trzynaście wyróżnień.

Autor artykułu: ani

Boks. W sobotę walczy Tomasz Bonin

Friday, May 25th, 2001

Tomasz Bonin, były pięściarz Haleksu Elbląg, pupil elbląskich kibiców, stoczy jutro w Warszawie swoją piątą walkę zawodową. – Jestem dobrze przygotowany – mówi.

Walczący w barwach warszawskiej KnockOut Promotions (stajnia promująca m.in. Przemysława Saletę, istniejąca od stycznia 2001 r.) Tomasz Bonin na zawodowstwo zdecydował się pod koniec ubiegłego roku. Dotychczas stoczył cztery walki, wszystkie wygrał, w tym jedną przez nokaut.

Jutro rywalem Bonina będzie Węgier Sandro Baczko. Węgier podobnie jak Bonin należy do pięściarzy początkujących na zawodowym ringu – stoczył sześć walk, z czego cztery wygrał i dwie przegrał.

Na ringu amatorskim stoczył 118 walk. Pierwotnie pupil elbląskich kibiców miał walczyć z rywalem niemieckim, z ,wyższej półki”.

- Jednak gdy Niemcy przypomnieli sobie Bonina ze sparingów w Hamburgu stwierdzili, że jest to za mocny dla nich rywal i wycofali się – tłumaczy prezes KnockOut Promotions Andrzej Wasilewski.

Walka z Węgrem została zakontraktowana na sześć rund.: – Nastawiamy Tomka, żeby skończył ją przed czasem – zdradza Wasilewski.

- Czy będzie nokaut? Nie wiem, chciałbym, ale wiadomo, że walczy się tak, jak rywal pozwala – mówi sam Tomasz Bonin, który do walki przygotowywał się od czterech tygodni.

Pojedynkiem wieczoru sobotniej gali w Warszawie będzie walka Przemysława Salety z Jugosłowianinem Radko Zdrastkovićem. Stawką 10-rundowego pojedynku będzie tytuł międzynarodowego mistrza Polski w wadze ciężkiej.

Autor artykułu:
akt