Przyjechali tu w 1945 r. z różnych zakątków Polski i Europy. To oni odbudowywali miasto ze zniszczeń wojennych. Dzisiaj została ich tylko garstka. Tworzą Koło Pionierów Elbląga.
Pod koniec marca 1945 r. przybyło do Elbląga 18 ochotników z Morskiej Grupy Operacyjnej. Ich zadaniem było zabezpieczenie wszystkich strategicznych dla miasta obiektów przed dewastacją. Dzisiaj z tej grupy pozostał już tylko Stanisław Wójcicki, honorowy obywatel Elbląga.
Niewielu elblążan jednak wie, że niektórzy z pionierów, jak choćby Jerzy Światkowski, byli tu już wcześniej.
Jerzego Światkowskiego i jego rodzinę losy wojny rzuciły w okolice Elbląga, gdzie jako młody chłopak pracował u niemieckiego gospodarza.
- Mieszkaliśmy w Myślęcinie, 12 km od Elbląga – wspomina pan Jerzy. – Pamiętam walki o miasto, ciągłe wystrzały, uciekających Niemców. Po wyzwoleniu miasta do naszej osady przyjechał jeden z rosyjskich pułkowników. Zauważył, że dobrze znam język niemiecki i trochę rosyjski, więc zaproponował mi funkcję tłumacza. I tak trafiłem do Elbląga.
Jerzy Światkowski pamięta także ciężarówkę, którą przyjechali do miasta członkowie Morskiej Grupy Operacyjnej. Razem z grupą udał się na osiedle Marynarzy, gdzie na początku osiedlali się Polacy. Dostał karabin i został strażnikiem portowym.
- Wkrótce ściągnąłem do Elbląga całą rodzinę – opowiada pan Jerzy. – To była pierwsza kompletna rodzina polska w powojennym mieście.
Gruzy na każdej ulicy
Sanisława Mazurkiewicz przyjechała do Elbląga z regionu warszawskiego. Miała wówczas 18 lat.
- Centrum miasta było zniszczone, domy zbombardowane, ulice zasypane gruzami – wspomina pani Stanisława. – Wieczorami nie było spokoju, tu i ówdzie zdarzały się awantury, słychać było strzały.
Pionierce zapadł też w pamięci widok kolumny wozów, ciągniętych przez konie, na których Rosjanie wywozili meble i różne przedmioty.
Podobnie wspomina swoje pierwsze dni pobytu w Elblągu Mieczysława Piechocka.
- Ludzie przyjeżdżali tu z różnych stron Polski – opowiada elblążanka. – To byli prawdziwi pionierzy, którzy na gruzach zakładali sklepy, piekarnie i inne zakłady. Wielu z nas właśnie w Elblągu odnalazło swoje miejsce na ziemi.
Walery Jasielski do Elbląga przyjechał z daleka, bo aż z Niemiec.
- Chciałem się dostać do Gdańska, ale w Prabutach powiedziano mi, że w Elblągu jest dużo pracy – opowiada pionier. – Widok miasta nie napawał optymizmem. Praktycznie nie było nic. Nawet trudno było przejść ulicą, a wieczorami na każdym kroku człowiek potykał się o gruzy i złom.
Inny z pionierów, Lech Baranowski, przyjechał do Elbląga 12 kwietnia 1945 r. Od razu dołączył do ekipy pocztowców, która zajęła się uruchomieniem pierwszego w mieście urzędu pocztowego przy ul. Kajki.
- Pamiętam, jak w trójkę wsiedliśmy na rowery i zawieźliśmy do Tczewa pierwszych 50 listów – mówi Lech Baranowski.
Za swoje zasługi dla miasta sześć lat temu pionier otrzymał tytuł honorowego obywatela Elbląga.
Każdy z elbląskich pionierów miał swój udział w odbudowywaniu miasta i tworzeniu jego nowego wizerunku. Sylwester Kaczmarek znalazł np. pracę jako tokarz i był współtwórcą rozruchu produkcji w elbląskiej stoczni. Z kolei Wacław Kostrycki odbudowywał miejscową elektrownię.
- Elektrownia była najważniejsza, bo trudno cokolwiek zrobić bez prądu – wyznaje. – Każdy pracował, jak mógł, o zapłatę nikt nie pytał. Cieszyliśmy się, gdy dostaliśmy jakiś obiad.
Z czasem większość elbląskich pionierów zapuściła tu swoje korzenie. Niektórzy wyjechali z miasta, dalej szukając swego miejsca na ziemi.
Dopiero po 50 latach od zakończenia wojny ktoś wpadł na pomysł, by zintegrować pierwszych mieszkańców miasta. W ten sposób pod koniec 1994 r. powstało Koło Pionierów Elbląga im. inż. Mieczysława Filipowicza. Do dzisiaj przez stowarzyszenie przewinęło się 76 osób.
- Głównym celem naszej organizacji jest integracja pionierów i wzajemne wspieranie się w codziennym życiu – mówi Jerzy Światkowski, prezes stowarzyszenia. – Spotykamy się, organizujemy wspólne wycieczki, czynnie uczestniczymy w obchodach świąt państwowych i miejskich.
- Najbardziej zbliżają nas wycieczki – wyznają pionierzy. – To naprawdę bardzo przyjemny sposób spędzania wolnego czasu.
Średnia wieku członków stowarzyszenia wynosi ponad 80 lat. Liczba osób skupionych w organizacji maleje niemal z każdym miesiącem. Przybywa za to grobów w kwaterze pionierów na cmentarzu komunalnym Dębica. Pionierzy nie zapominają jednak o swoich zmarłych kolegach. Mają nadzieję, że i o nich będą pamiętały kolejne pokolenia elblążan.
Autor artykułu: Jarosław Grabarczyk